Recenzja książki "Odwrotniak i inne historie" autorstwa J. Małeckiego

     Już małą tradycją stało się u mnie robienie zdjęć do recenzji Jakuba Małeckiego przy kwiecie lub bukiecie. Tym razem dużo bardziej pasował uschnięty. "Odwrotniak i inne historie" to ponowne wydanie "Odwrotniaka" wraz z dodatkowymi opowiadaniami. Praktycznie całość była dla mnie czymś nowym. Standardowo jak to przy zbiorze opowiadań, pochylę się chwilkę nad każdym.



    Opis od wydawcy:

    Wznowienie powieści "Odwrotniak" z 2013 roku, przepisanej i na nowo zredagowanej. Wydanie uzupełnione o dziesięć opowiadań, niepublikowanych wcześniej w formie książkowej.

    Czy losy dwojga ludzi żyjących w różnych czasach mogą splatać się i przenikać nawzajem? Czy ze strachu przed światem można żyć tak, jakby się nie żyło? I czy miłość i nienawiść to na pewno dwa różne uczucia?

    Izabela Grycz poczuła, że żyje, dopiero wtedy, gdy w 1946 roku poznała malarza z kulą w głowie. Teraz, u schyłku życia, za wszelką cenę próbuje wygrzebać ze szwankującej pamięci wspomnienie tego, jak zgasł tamten płomienny romans.


    "Przepis" to bardzo króciutki poetycki opis życia dwóch osób, który można dopasować do bardzo wielu bohaterów. Nic porywającego, ale czytało się w porządku.

    "T." też jest króciutkie i skupia się na opisie życia tym razem jednej konkretnej osoby. Znowu jest poetycko i poza tym, że napisane właśnie ładnie, to nic więcej dla siebie w nim nie znalazłam i dość szybko wyrzuciłam z głowy.

    Kolejne opowiadanie to "Modlitwy do strzaskanego kamienia". Znowu mamy dwoje ludzi i ich historię pełną tęsknoty i samotności. Uderzył mnie z tego opowiadania jeden fragment, ale ogólnie całościowo nie wyróżnia się niczym z twórczości autora.

    "Każdy umiera za siebie" jest jednym z moich ulubionych opowiadań i w końcu jakimś dłuższym za razem. Zabiera nas na pokład Kolesnikowa zaraz po katastrofie podczas manewrów w Kursku. Poznajemy losy uwięzionych marynarzy z przeszłości i jednocześnie śledzimy ich teraźniejszość. Smutne i melancholijne.

    "Lubiłem" znowu jest króciutkie, znowu melancholijne i skłaniające do myślenia. Mogę się w nim z osobą opowiadającą utożsamić.

    "Młyn" nie przypadł mi do gustu. Skupia się na jednym "dresie" i jego koledze z dawnych czasów.

       Kolejne opowiadanie to "Piąty dom przy drodze, licząc od starej kapliczki" i kolejne bardzo króciutkie. Melancholijna opowieść o starszej kobiecie opuszczonej przez wszystkich.

    "Za godzinę powinna tu być" to kolejne opowiadanie, które w zbiorze się wyróżnia i pozytywnie mnie zaskoczyło. Mamy tu niepełnosprawnego syna wraz z chorującym na kręgosłup ojcem, które prowadzi do nieoczywistego finału. Znowu jest to dłuższe opowiadanie.

    "Wołanie" to kolejna historia małżeństwa, na którego cień rzuca zmarła wcześniej żona mężczyzny. Chociaż króciutkie, to również mi się podobało.

    "Szept" oryginalnie ukazał się w antologii WOŚP-u i nadal robi na mnie wrażenie. Jest to opowiadanie, po którym zapoznałam się z inną twórczością autora. Więcej tutaj.

    

    I tak oto kończymy z opowiadaniami i przechodzimy do tytułowego "Odwrotniaka", który zajmuje na oko ponad połowę objętości książki.

    Akcja skupia się na dwóch postaciach - Izabeli Grycz oraz jej wnuku Ignacym. Ta pierwsza już zniedołężniała wspomina jeden epizod z młodości, o którym w późniejszym czasie napisała książkę. Drugi ma obsesję na punkcie pewnej Ady i próbuje się do niej zbliżyć.

    Historia Izabeli na początku intrygowała mnie bardziej, szczególnie to, co kryje się w dziurze w jej wspomnieniach. Im dalej jednak w historię, tym wątek Ignacego też mnie bardziej wciągnął. Mogliśmy podziwiać jego obsesję krok po kroku, kończąc aż na dość irracjonalnym finale historii. Oboje bohaterów wypadło bardzo wiarygodnie i prawdziwie.    


    Zakończenie bardzo mnie zaskoczyło. Myślałam, że jak nigdy wiem, do czego autor zmierza, rozrzucał różne tropy, które wyglądało, że złożą się spójnie w całość. Ale nie, znowu sprytnie się wywinął i zaskoczył. Standardowo jak u Małeckiego, jest przy tym dość otwarte, niejednoznaczne i melancholijne.


    Podsumowując, całościowo dostałam raczej to, czego się po Małeckim spodziewałam. Jest melancholijnie, ładnie napisane i skłania do myślenia. Czy przy okazji porywa? Nie tym razem.


    Recenzje innych książek autora znajdziecie tutaj:

Komentarze

Popularne posty