Recenzja książki "Mace Windu. Szklana czeluść" autorstwa S. Barnesa

     Początek roku w Polsce gwiezdnowojennie zdecydowanie stoi Maulem i Windu. Dzisiaj skupimy się na tej drugiej postaci w wydaniu książkowym czyli na "Mace Windu. Szklana czeluść" autorstwa Stevena Barnesa. Osobiście nie przepadam jakoś za postacią naszego Jedi. Czy książka więc mnie przekonała?



    Opis od wydawcy:

    BY WYPEŁNIĆ OSTATNIĄ WOLĘ QUI-GONA, MISTRZ JEDI MACE WINDU WYRUSZA NA NIEBEZPIECZNĄ, ODLEGŁĄ PLANETĘ Z MISJĄ, KTÓRA STANOWI WYZWANIE NAWET DLA JEGO WALECZNOŚCI.

    Jedi próbują się otrząsnąć po nagłej śmierci Qui-Gona Jinna z rąk Sitha. Odczucia mistrza Jedi Mace’a Windu względem Qui-Gona zawsze były ambiwalentne – a śmierć mężczyzny niczego nie ułatwiła. Choć często się spierali, Mace cenił Qui-Gona za wyjątkową perspektywę, a wspólne oddanie Mocy czyniło z nich sojuszników. Brak Qui-Gona i jego nieortodoksyjnych poglądów sprawia, że Mace czuje się wytrącony z równowagi. Gdy mistrz zastanawia się nad dziedzictwem utraconego przyjaciela, ku swojemu zdziwieniu otrzymuje od niego wiadomość, nagraną na wypadek śmierci. Ujawnia ona ostatnią wolę zmarłego: prośbę o pomoc planecie Metagos, znajdującej się na Zewnętrznych Rubieżach.

    Przed wieloma laty gwałtowny rozbłysk słoneczny zamienił powierzchnię pustynnego świata w promieniotwórczą zeszkloną czapę – równie piękną, co niebezpieczną. Teraz ocalali mieszkańcy w większości żyją pod ziemią, gdzie zwaśnione klany walczą ze sobą o kontrolę nad ograniczonymi zasobami. Jako młody Jedi, Qui-Gon opowiedział się po stronie klanu Sa’adów przeciwko bardziej bezwzględnym frakcjom. Sa’adowie praktykują sztukę Chan-Dree – śnią na jawie, by komunikować się i współistnieć z dzikimi istotami wokół nich. Qui-Gon poprzysiągł, że powróci, jeśli klan będzie potrzebował jego pomocy, ale teraz spełnienie tej obietnicy przypada w udziale Mace’owi. Przywódczyni Sa’adów, KinShan Nightbird, wystosowała błagalną prośbę, by Jedi pomógł wyzwolić Metagos z rąk przywódców gangów, zagrażających tradycjom jej ludu.

    Zdeterminowany, by wypełnić ostatnią wolę Qui-Gona, Mace udaje się na Metagos i infiltruje wrogów Sa’adów. Jednak w miarę jak stopniowo rozpracowuje misterną sieć adwersarzy i sojuszników, czuje, że musi działać na granicach kodeksu Jedi, a jego wierzenia i sama więź z Mocą są poddawane próbie.


    Akcja w większości przenosi nas na bardzo specyficzną planetę Metagos. Przez katastrofę na powierzchni, całe życie przeniosło się do podziemi. Wszystko tutaj łączy się ze szkłem, robakami lub grzybami w różnych postaciach. Społeczeństwem rządzą różnego rodzaju kryminaliści podzieleni na dwie frakcje. Dodatkowo oprócz zwykłych mieszkańców mamy rasę Sa'adów, którzy opiekują się rasą wielkich robaków produkujących jedwab. Im dłużej przebywamy na planecie, tym bardziej sprawia surrealistyczne wrażenie. Tak naprawdę moglibyśmy mieć do czynienia z jakąkolwiek powieścią sci-fi, bo gwiezdne wojny w kreacji świata są tylko dodatkiem. Może być to dla niektórych plus, a dla innych minus.


    Sama postać Windu moim zdaniem przedstawiona jest dość poprawnie, chociaż do teraz nie umiem wyobrazić go sobie tańczącego czy śpiewającego. Nie zyskuje po przeczytaniu nie wiadomo jakiej głębi, ale można odkryć, że za jego fasadą też znajdowały się różne wątpliwości i słabości.

    Sybil z naszych przeciwników dostała mniej miejsca, ale nie potrafię sobie jej wyobrażać inaczej niż jako królową z Geonosis z odcinków wojen klonów. Szczególnie, że jej dzieci były bardzo podobnie do Geonosian opisywane. Ciekawszym antagonistą jest Chulok czyli istota składająca się tak naprawdę z dwóch zrośniętych z sobą osób.

    Po stronie "tych dobrych" najbardziej polubiłam droidkę Mayę-12, chociaż większość postaci pojawiających się choćby na chwilę dostała swoje pięć minut.

    

    Najbardziej w książce zaskoczył mnie wątek romantyczny. Chociaż może wątek, to za dużo powiedziane. Nie licząc kilku końcowych rozdziałów, to wystarczy pominąć zdanie lub dwa, żeby go przegapić. Rozumiem, czemu został wprowadzony i czemu miał służyć w budowaniu postaci, ale nie jestem jakąś wielką jego fanką.


    Mam wrażenie, że końcowa akcja jest odrobinę za bardzo przeciągnięta, a przynajmniej sam etap walk zaczął w pewnym momencie mnie odrobinę nużyć. Poza tym nie mam jakiś wielkich uwag do zakończenia, chociaż obyło się bez wielkich zaskoczeń, to całościowo wypadło w porządku.


    Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Olesiejuk. Za tłumaczenie odpowiada Krzysztof Kietzman, a redakcja i korekta to niezmiennie dzieło Magdaleny Kozłowskiej. Już dość standardowo nie mam do niczego uwag. Pozycja pod względem technicznym stoi na wysokim poziomie.


    Podsumowując, "Mace Windu. Szklana czeluść" to na pewno specyficzna książka. Teoretycznie osadzona w uniwersum, ale planeta, na której dzieje się akcja, jest tak surrealistyczna, że łatwo zapomnieć, że mamy do czynienia z gwiezdnymi wojnami. Końcowo mam mieszane uczucia, ale z przewagą na plus.

Komentarze

Popularne posty