Recenzja książki "Salia i Zmrok" autorstwa M. Mortki
Sigma: O tym, że Marcin Mortka pisze książki dla dzieci, wiedziałam już od dość dawna. Do tej pory nie miałam przyjemności po żadną sięgnąć, jednak kiedy dowiedziałam się o premierze powieści „Salia i Zmrok”, wiedziałam, że po prostu muszę ją przeczytać. Częściowo odpowiadał za to fakt, że Salię oraz jej braci poznałam już w „Drużynie do zadań specjalnych” – książki z tej serii oraz „Salia” dzieją się w tym samym uniwersum, chociaż, jak zaznacza autor, nieco namieszał z wydarzeniami oraz czasem i odmłodził dziecięcych bohaterów.
Opis od wydawcy:
Rozgość się w Kociołkowym Bullerbyn! Tęsknisz za klasyczną, ponadczasową opowieścią w stylu Astrid Lindgren? Szukasz dziecięcych bohaterów, który dostarczają mnóstwo humoru i przygód? W karczmie Pod Kaprawym Gryfem nigdy nie jest nudno! Salia, Edvin i Nuut to trójka urwisów, które odziedziczyły po słynnym Edmundzie Kociołku nie tylko talent do pakowania się w tarapaty, ale też wielkie serca, mnóstwo odwagi i pomysły, jakich Dolina dotąd nie znała. Kiedy w lesie zaczynają się dziać dziwne rzeczy, dzieci – z pomocą psa Paprocha – ruszają do akcji. Bo czasem to właśnie najmłodsi potrafią zobaczyć to, czego już nie dostrzegają dorośli. Do tego Salia ma o czym rozmyślać! Bo czy krasnolud Gramm pomoże skonstruować broń? Czy rycerz Urgo dochowa tajemnicy? Jak zaskoczyć starego guślarza Żychłonia? I dlaczego, jeśli najmłodszy z braci bawi się z goblinem Zwierzakiem, warto mieć pod ręką drabinę? Salia i Zmrok to ciepła, pełna humoru opowieść o przyjaźni, odpowiedzialności i odwadze. Każdy – nawet najmniejszy – może odegrać w niej ważną rolę, zwłaszcza gdy świat zaczyna potrzebować… nowej drużyny bandy do zadań specjalnych.
Sigma: Uważam, że powiązanie tej historii z serią dla starszych czytelników to świetny pomysł – z jednej strony dzięki temu rodzice czytający „Drużynę do zadań specjalnych” mogą zapoznać dzieci z lubianymi bohaterami w sposób pasujący dla ich wieku i jest to świetny sposób na rodzinne spędzenie czasu, z drugiej za to dzieciaki, które będą czytały „Salię”, mogą w przyszłości z przyjemnością sięgnąć po „Drużynę”.
An: I jakby ktoś nie wiedział, to legalne jest czytanie książek dla dzieci bez posiadania dzieci, co właśnie uczyniłam. Uważam, że to świetny dodatek i dla starszych czytelników, którzy chcą wrócić do świata Kociołka, a dzieciaki w serii zawsze wypadały uroczo i zdecydowanie zasłużyły na swoją osobną pozycję.
Sigma: Na sam początek warto wspomnieć o stronie graficznej i technicznej. Książka jest wydana bardzo ładnie, z przyjemnymi dla oka, kolorowymi ilustracjami, które powinny przypaść do gustu młodszym odbiorcom. Dodatkowo samo wydanie jest solidne, idealne do częstego czytania przez dzieci.
An: Od siebie dodam, że za ilustracje odpowiada Agnieszka Filipowska i są naprawdę urocze. W końcu mogliśmy zobaczyć, jak wyglądają poszczególni bohaterowie serii, bo autor raczej skąpi opisów. Żal tylko, że Eliah się na ilustrację nie załapał i trzymam za to w przyszłości kciuki. Jedyne, co mi przeszkadzało, to fakt, że dzieciaki potrafiły zmieniać kolor włosów. Do tej pory nie wiem, czy bardziej nasze chłopaki są rude czy blond, bo to potrafi zależeć dosłownie od ilustracji.
Sigma: Co do samej historii, autor doskonale utrzymuje ją tak, by doskonale nadawała się właśnie dla młodszego odbiorcy, a jednocześnie nie była zbyt infantylna. Jasne, podejrzewam, że kilka słów będą musieli wyjaśnić dzieciom rodzice, ale to wynika raczej ze specyfiki gatunku, bo mamy tu do czynienia z fantasy. Mimo to historia jest naprawdę ciekawa i niesie ze sobą kilka ważnych przesłań, które powinny bez problemu trafić do dzieci. Poruszane są tu tematy więzi wśród rodzeństwa i ogólnie rodziny, radzenia sobie z emocjami, pokonywania strachu czy bezinteresownej pomocy. Główna bohaterka jest bardzo sympatyczną postacią, jednak ma swoje wady, tak samo jej rodzeństwo. Myślę, że to dobrze ukazuje, że nie ma osób idealnych, a jednocześnie pozwala czytelnikom utożsamić się z postaciami. Bo w końcu kto nie ma denerwującego rodzeństwa albo znajomych w przedszkolu czy szkole? Mamy tu też kilka naprawdę zabawnych scen i barwnych bohaterów drugoplanowych.
An: Tak jak zwróciła uwagę Sigma, historia ma rozbudowany aspekt dydaktyczny, ale jednocześnie nie jest bardzo przewidywalna i aż za dziecinna. Nasza Salia jest jednocześnie rezolutną dziewczynką i małą mądralińską, która mimo wszystko popełnia błędy i nie zawsze zachowa się jak powinna. Gdybym uczyła polskiego, a nie matematyki, to kusiłoby dorzucić jako lekturę dodatkową.
Podsumowując, jak autor zaszczycie nas kolejnymi historiami "Bandy do zadań specjalnych", będę jedną z pierwszych osób, które zamówią preorder.
Recenzje książek z serii "Drużyna do zadań specjalnych" znajdziecie tutaj:
- „Przed wyruszeniem w drogę": recenzja An oraz recenzja Sigmy
- „Nie ma tego Złego” - recenzja Sigmy
- „Głodna Puszcza” - recenzja Sigmy
- „Skrzynia pełna dusz” - recenzja An




Komentarze
Prześlij komentarz