Recenzja książki "Ostatnie tchnienie" autorstwa K. Ligockiej

     Przyznam szczerze, że po "Szczelinie mroku" nie spodziewałam się jakoś bardzo kontynuacji. Większość wątków została zamknięta ostatecznie, więc "Ostatnie tchnienie" Karoliny Ligockiej miło mnie zaskoczyło. Przyjemnie było wrócić do Naridy i jej przyjaciół.


    Opis od wydawcy:

    Gdy życie balansuje na krawędzi, każdy wybór staje się przeznaczeniem

    Narida, anielica żyjąca wśród ludzi, staje w obliczu najtrudniejszej próby: walki o życie przyjaciela. Podczas nocnego spotkania Rimon zostaje zaatakowany, a w jego ciele zaczyna budzić się pradawna moc, której nikt nie potrafi kontrolować.

    Z pomocą dawnego wroga, istoty światła oraz istoty żywiołu, Narida i jej bliscy muszą odkryć tajemnicę druidzkiego zaklęcia i zdobyć antidotum z legendarnej Księgi Czeluści. Aby uratować przyjaciela, nie wystarczy magia – potrzebna jest czysta miłość sięgająca poza granice życia i śmierci. W ostatniej, decydującej próbie bohaterowie wyruszają do Czyśćca, gdzie prawda wystawia ich serca na próbę.

    Czas ucieka. Tajemnice wychodzą na jaw. Czy przyjaźń i poświęcenie przyniosą wybawienie? Ostatnie tchnienie zadecyduje o wszystkim.


    Naprawdę nie wiedziałam, w jakim kierunku pójdzie historia, skoro zamknęliśmy już wątki Nieba i Piekła, ale autorka miło mnie zaskoczyła, w tym tomie skupiając się na trzecim z przyjaciół, czyli Rimonie. Ciekawym posunięciem było wmieszanie tym razem w to zmiennokształtnych, celtycką magię i nową rasę. To na pewno już na początku na plus mnie zaskoczyło. 

    Później autorka konsekwentnie skupiła się na rozbudowie świata o kolejne rasy, przestrzenie i elementy. Szczególnie ciekawie wypadła istota ognia i jej finał. Cieszę się, że było miejsce na kolejną rozbudowę świata i troszkę odsunięcie od głównych motywów poprzednich tomów.


    Narida nadal pozostała sobą i odetchnęłam z ulgą, kiedy w tym tomie nie dostała kolejnych mocy, a z poprzednich nieszczególnie korzystała. Na szczęście nadal była tak samo pyskatą anielicą, która najpierw mówi, a potem myśli. Kaim też nie zaliczył żadnego rozwoju. Dostaliśmy za to rozstrzygnięcie wątku romantycznego między tą dwójką i przypadło mi do gustu.


    Powrócił również Silas i z nim mam chyba największy problem. Jego motywacja pomocy drużynie jest prowadzona konsekwentnie od samego początku, ale nijak do mnie nie trafia. Wampir z dnia na dzień odkrył w sobie olbrzymie pragnienie należenia do grupy naszej anielicy. Gdyby jego przemiana zachodziła stopniowo, tak jak podejście bohaterów do niego, to bardziej by mnie kupiła.

    Kolejny mały zgrzyt, który mi się nie spodobał, to głosy w głowie Naridy. Myślałam, że wyjdzie z nich coś ciekawszego, a ostateczne rozstrzygnięcie tego wątku raczej mnie rozczarowało i uważam go za zbędnego.


      Myślałam, że troszkę więcej skupimy się na finałowej walce i ratowaniu Kalii, ale większość tomu pochłonęło poszukiwanie ratunku dla Rimona. Dzięki temu mogliśmy zwiedzić jeszcze jedną przestrzeń, więc nie żałuję. Podobały mi się też dwa fragmenty z perspektywy Tamiela, dzięki czemu mogliśmy zobaczyć kawałeczek Nieba i Piekła ponownie.

    Zakończenie na mój gust było nawet za bardzo cukierkowe, ale rozumiem je w kontekście ostatniego tomu serii. Mimo wszystko fajnie spotkać jeszcze raz wszystkich bohaterów w jednym miejscu.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Mięta. 

Recenzje poprzednich tomów znajdziecie tutaj:


Komentarze

Popularne posty