Recenzje opowiadań z uniwersum "Szamanki od umarlaków" autorstwa M. Raduchowskiej

     Swego czasu zachwycałam się trylogią o Idzie Brzezińskiej autorstwa Martyny Raduchowskiej, więc nic dziwnego, że po przyjeździe do Sigmy, pierwsze książki, które od razu chciałam pożyczyć, to wspomniana trylogia. I nie, niekoniecznie planowałam reread serii. Przy tym wydaniu do każdego tomu autorka dorzuciła bonusowe opowiadania. I na nich chcę się w tej recenzji skupić.


    Ale zanim przyjrzymy się poszczególnym opowiadaniom, chciałabym powiedzieć dwa słowa o wydaniu, które jest przecudowne. Odpowiada za nie tym razem wydawnictwo Mięta. Miękka oprawa ze skrzydełkami, barwione brzegi i te cudowne okładki oraz zdobienia wewnątrz na stronach tytułowych autorstwa Urszuli Giereń robią razem piorunujące wrażenie. Do tego stopnia, że poważnie zastanawiam się nad zakupem, nawet tylko dla samego postawienia na półce.


    

    "Maszkarada" to opowiadanie zawarte w "Szamance od umarlaków". Dzieje się za nastoletnich czasów Idy i skupiamy się na jej relacji z rodziną, rozbieżnych planach na przyszłość i pewnej imprezie, która dla młodej Brzezińskiej ma zakończyć się katastrofą. 

    Jest to najbardziej oderwane opowiadanie od książek, najbardziej niezależne i faktycznie może służyć za wstęp do historii. I jednocześnie moje ulubione właśnie za fakt, że stanowi zamkniętą całość, praktycznie minipowieść. Bardzo dobrze śledziło się perypetie młodej Idy, trochę humorystyczne, a na pewno bardzo tragiczne.


    W "Demonie Luster" możemy znaleźć "Gdy zapłacze rajski ptak". Skupia się ono na łataniu luki związanej z postacią Joanny i zdecydowanie nie jest już samodzielne i oderwane od całej historii. Całościowo wypada w porządku, ale jest to tylko drobny dodatek, a nie rozbudowana historia i nie niesie takiego bagażu emocjonalnego jak opowiadanie ostatnie. Jako jedyne nie zostanie w mojej pamięci pewnie na długo.


    Ostatnie opowiadanie to "Ponura żniwiarka i przędzarz gwiazd" z "Fałszywego Pieśniarza". Jest najdłuższe ze wszystkich, bardzo przegadane i nie jest to wada, bo skupia się na relacji Idy i Kruchego. Budowaniu jej, odsłanianiu kawałków siebie i sekretów z przeszłości bohaterów i nawiązywaniu coraz głębszej nic porozumienia. Momentami próbuje być lekko humorystyczne, momentami całkowicie odrealnione i magiczne, ale nie fabuła stanowi tu główną oś opowiadania, a rozmowy bohaterów właśnie. 

    To opowiadanie najbardziej uderzyło mnie emocjonalnie i nie umiem go obiektywnie oceniać, bo chciałabym, gdy byłam w wieku Idy, usłyszeć też trochę ważnych słów o wierze w siebie i radzeniu sobie z przeszłością. Ba, myślę, że nadal bym taką rozmową nie pogardziła i przez to bardzo łatwo mi się z Idą utożsamić.


    Podsumowując, jestem bardzo z siebie zadowolona, że gwizdnęłam Sigmie książki, bo opowiadania są co najmniej dobre. Nie funkcjonują w oderwaniu od uniwersum, ale fajnie było do niego wrócić. Z niecierpliwością wyczekuję też czwartego tomu  serii, bo rozbudziły apetyt na więcej.

Recenzje wszystkich tomów serii znajdziecie tutaj:

Komentarze

Popularne posty