Recenzja książki ,,Błogosławieństwo Niebios. 3."
AUTOR:
WYDAWNICTWO: Czarna Owca
ROK WYDANIA: 2025
LICZBA STRON: 384
GATUNEK: fantasy, romans, danmei
,,Historia księcia Xianle, Xie Liana, to opowieść o chwale, upadku i niewyobrażalnym cierpieniu.
Paradę
w Xianle przerywa nagły krzyk. Mimo że Xie Lian ratuje spadającego z
muru chłopca, to ten akt odwagi staje się początkiem pasma nieszczęść:
suszy w Yong’an, buntów, wojny, a w jej cieniu — zarazy. „Choroba
szkaradnych obliczy” odbiera ludziom rozum i… życie. Nie ma na nią
lekarstwa.
Pojawia się jednak tajemnicza postać w bieli z kuszącą propozycją odwetu. Oko za oko, krew za krew.
Czy Xie Lian zdoła powstrzymać tych, którzy pragną zemsty?"
Sugerowany wiek czytelnika: 16+
Czy wam też brakuje ostatnio w książkach zdrowych, uroczych relacji romantycznych? Jeśli tak, to koniecznie musicie przyjrzeć się „Błogosławieństwu Niebios”.
Pierwsza połowa trzeciego tomu została poświęcona przeszłości Xie Liana – czytelnicy w końcu dowiadują się dokładniej, dlaczego jego boski status jest obecnie taki, a nie inny. I chociaż jest to część naprawdę ważna dla całości, to czytało mi się ją momentami dość ciężko. Myślę, że w moim przypadku lepiej sprawdziłoby się rozłożenie tego na kilka mniejszych fragmentów i przeplatanie z teraźniejszością lub retrospekcje, jednak rozumiem, dlaczego zdecydowano się na taki podział książki. Poza tym, gdy już przestałam wewnętrznie narzekać, wciągnęłam się w akcję i z ciekawością poznawałam wydarzenia, które pozwalają lepiej zrozumieć teraźniejszość i zachowania niektórych bohaterów. Poza tym pojawienie się pewnego naprawdę potężnego przeciwnika w przeszłości dodaje aury tajemniczości i potrafi naprawdę zaintrygować (chociaż przyznaję, ja już sobie zaspoilerowałam niektóre fakty, jeśli chcecie być bardziej zaskoczeni na przestrzeni serii, to nie róbcie tego co ja i nie oglądajcie fanartów).
Poza tym Qi Rong sprawiał, że momentami po prostu wyłam ze śmiechu. Jest to jedna z tych postaci, do których czuję jednoczesną miłość i nienawiść, a do tego został wykreowany dość ciekawie, niejednoznacznie i momentami było mi go w sumie trochę żal. Dodatkowo jego interakcje z pozostałymi wypadają wręcz cudownie.
Standardowo akcja w teraźniejszości zaczyna się dość spokojnie, niezbyt skomplikowanym zadaniem do wykonania. Co prawda, już na początku trzeba rozwiązać zagadkę i poradzić sobie z demonem, ale co to dla Xie Liana? Szczególnie, gdy u jego boku jak zwykle znikąd pojawia się gotowy do pomocy Hua Cheng? Zresztą demoniczny byt do wypędzenia to dla naszego boga nic w porównaniu z mieszkaniem pod jednym dachem z kuzynem. Chociaż początek może wydawać się serią dość spokojnych, scen, dobrze łączących w sobie bardziej dynamiczne momenty ze spokojem codzienności czy wyglądem Niebios, to oczywiście pod koniec znowu wszystko zaczyna się komplikować. Ten tom dodatkowo kończy się cliffhangerem, który sprawia, że nawet mimo wiary w umiejętności bohaterów można się zacząć obawiać o ich bezpieczeństwo. To, co mi się tu podoba, to swoiste stopniowanie trudności – w poprzednich tomach było stosunkowo prosto, przyzwyczaiłam się do tego, że najważniejsze postacie wychodzą cało z każdej opresji. Teraz z kolei robi się coraz trudniej i poważniej.
To, co ujmuje mnie za każdym razem, to relacja Xie Liana i Hua Chenga. Jest to typowy slow burn, bo bóg jest aż do bólu nieświadomy, jednak całość pozostaje tak wyważona, by nie frustrować. Dla mnie to jedna z najbardziej uroczych, najbardziej zdrowych par, z jakimi ostatnio zetknęłam się zarówno w romansach, jak i w fantasy. Czy Hua Cheng ewidentnie ma obsesję na punkcie Xie Liana? Tak. Czy jest w tym niepokojący albo niebezpieczny dla samego boga? Ani trochę. No i w sumie dochodzę do wniosku, że to jeden z niewielu dobrze napisanych „bad boyów” – dosłownie jeden z demonicznych władców, potężny, złośliwy, ostry i niezbyt cierpliwy wobec większości świata, a jednocześnie ewidentnie zakochany po uszy i dosłownie wielbiący Xie Liana. Bo jeśli ktoś jest w stanie z uśmiechem przełknąć ugotowany przez tego boga posiłek, to jest to ewidentna, niesamowicie głęboka miłość.
„Błogosławieństwo Niebios” jest serią dość specyficzną – już pomijając tematykę, sam sposób pisania po prostu mnie fascynuje. Pozornie jest tu pełno humoru, sporo scen nawet wysyłałam przyjaciółkom, tak bardzo mnie bawiły. Jednocześnie jednak dostajemy solidną dawkę mroku, nawet jeśli ukrytego za bardzo przyjemnym, lekkim językiem i zabawnymi dialogami. Ten mrok, momentami dosadny, nie przytłacza właśnie przez sposób prowadzenia narracji. Na początku rzucało mi się w oczy to, że niekiedy brakowało mi większej ilości przemyśleń bohaterów czy ich emocji, części rzeczy też dowiadywałam się dopiero po chwili, bo to, co oczywiste dla nich, dla mnie stawało się dopiero, gdy zostało napisane wprost (chociaż podejrzewam, że to akurat celowy zabieg). Teraz już jednak albo przyzwyczaiłam się do specyfiki tej serii, albo częściej było wspominane o tym, jak w danym momencie czuje się Xie Lian. Na pewno za to podoba mi się sposób, w jaki spora część emocji zostaje ukazana w dialogach i zachowaniach bohaterów.
Recenzje poprzednich tomów znajdziecie tutaj:


Komentarze
Prześlij komentarz