Recenzja książki "Tutaj się znika" autorstwa Z. Rankin
Nie pamiętam, kiedy ostatnio sięgałam po thriller, ale "Tutaj się znika" autorstwa Zoë Rankin zaciekawiło mnie od pierwszych stron opisu. Nie wyglądało jak kolejna taka sama historia, a zdecydowanie coś świeżego. I nie rozczarowałam się.
Opis od wydawcy:
Dziecko, które uciekło z lasu. Kobieta, która musi do niego wrócić
Dorastająca z młodszym rodzeństwem w nowozelandzkim buszu Effie sądziła, że rodzice odcięli się od cywilizacji powodowani miłością do natury. Po traumatycznym wydarzeniu uciekła z głuszy, by ułożyć sobie życie na drugim końcu świata.
Lecz teraz, gdy w miasteczku na odludziu pojawia się łudząco do niej podobna dziewczynka, Effie postanawia wrócić do miejsca z przeszłości, gdzie sekrety jej dzieciństwa i zadawnione sprawy powoli wychodzą na światło dzienne. Aby ustalić, co się stało z jej rodziną – i pomóc tajemniczemu dziecku – Effie musi ponownie stawić czoło swoim największym lękom.
Bliscy mogą być groźniejsi niż najbardziej zabójcza głusza.
Przyznam, że nie była to książka, która porwała mnie od pierwszej strony. Raczej jest z typu tych, które wciągają w swoje objęcia, budują stopniowo napięcie i zanim się obejrzysz, nie chcesz wypuścić jej z ręki. Im dalej w las... w tym wypadku busz, to coraz więcej elementów fabuły i wydarzeń okazuje się inne niż się przypuszczało. Groźniejsza od natury okazuje się własna rodzina.
Książka napisana jest w przyjemnym do czytania stylu, ale który jednocześnie nie gubi tak ważnego napięcia. Stopniowo dostajemy kolejne wskazówki odnośnie przeszłości i jej powiązania z przyszłością, a momenty spokojne i pełne akcji są idealnie wyważone. Na początku lekko brakowało mi emocji bohaterów, ale dalsza część szybko to nadrobiła. Gdybym nie wiedziała, że jest to debiut autorki, to nigdy bym tego nie wymyśliła.
Cała historia prowadzona jest dwutorowo. Jedna część skupia się na przeszłości Effie za czasów dziecięcych i nastoletnich spędzonych w buszu. Widzimy, jak zmienia się ona, jej rodzeństwo, a przede wszystkim ojciec. Historia prowadzi nas do momentu wyrwania się naszej bohaterki z tego środowiska.
Drugi tor to teraźniejszość. Effie uciekła na drugi koniec globu, ale przyszłość się o nią upomina, kiedy w okolicy z jej dzieciństwa zjawia się dziecko, które wyrwało się z buszu. Łudząco do Effie podobne. O sobie daje też znać stara miłość dziewczyny i okoliczności zmuszają ją do powrotu, żeby zmierzyć się z przeszłością i rozwiązać zagadkę dziecka.
Nie chcę tutaj zdradzać za dużo fabuły, bo to jej odkrywanie stanowi istotę tej książki. Taki jednak sposób narracji sprawia, że ciągle odkrywamy nowe fragmenty historii i wciąga bez reszty.
Co to głównych bohaterów, to bardzo polubiłam Effie z jej bezkompromisowością już od dziecka. Wpływ pewnie na to miał też fakt, że tak naprawdę śledzimy jej historię od dziecka do dorosłości. Anya też wypadła bardzo wiarygodnie ze swoimi napadami lęku i próbami radzenia sobie z traumą aż do niecukierkowego zakończenia jej wątku. Tutaj chciałabym też wyróżnić postać Tii, ale nie chcę zdradzać szczegółów i psuć wam zabawy.
Zakończenie teoretycznie wydawało się szczęśliwe i satysfakcjonujące. Większość tajemnic została rozwiana i wyjaśniona w zadowalający sposób, ale ostatnie zdania książki aż mnie zmroziły i sprawiły, że długo po lekturze nadal o niej myślałam i odczuwałam niepokój.
Na koniec jeszcze dwa słowa odnośnie wydania. A mianowicie zachwyciła mnie okładka. Na zdjęciu tego nie widać, ale nie jest typowa, a cudownie chropowata w dotyku.
Podsumowując, "Tutaj się znika" to naprawdę dobry, klimatyczny thriller, który zostaje na długo w pamięci. Osobiście polecam!
Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu Mięta.



Komentarze
Prześlij komentarz