Recenzja książki ,,Uwierz w siebie, Matyldo!"
AUTOR: Anna Stryjewska
WYDAWNICTWO: Skarpa Warszawska
LICZBA STRON: 206
ROK WYDANIA: 2026
GATUNEK: powieść obyczajowa, literatura młodzieżowa
,,Po
przeprowadzce do Czarnego Stawu i serii potknięć (i to nie tylko
dosłownych, spowodowanych jej krótszą nogą),dziewczyna odnalazła swoje
miejsce w świecie. Przyjaźń z Dorotką dodaje jej skrzydeł, a Marian...
sprawia, że w brzuchu pojawia się to przyjemne łaskotanie. Nawet
złośliwe komentarze niektórych rówieśników nie bolą już tak bardzo, gdy
ma się wokół siebie ludzi i zwierzęta (w tym wiernego szczura Eustachego
i psa Borysa),którzy widzą w niej kogoś wyjątkowego.
Matylda
przestała czuć się jak szary wróbel. Nareszcie poczuła, że zasługuje na
coś więcej i że bycie innym może oznaczać bycie wyjątkowym.
Teraz
jednak nadchodzi czas, by pójść o krok dalej. Matylda ma marzenia – te
muzyczne i te o pierwszej miłości – ale spełnienie ich wymaga prawdziwej
odwagi i wiary we własne siły. Aby je spełnić czeka ją przeprowadzka do
innego miasta, zmiana szkoły, środowiska, nowi znajomi, miłosny
zawód... I oschła, wymagająca ciotka Klara.
Dalszy ciąg historii o dorastaniu, przyjaźni i poszukiwaniu własnej drogi – z potknięciami, wpadkami i wielką nadzieją."
~sugrerowany wiek czytelnika: 10+
ostrzeżenia: książka porusza temat depresji w sposób, który może wywołać negatywne emocje ~
Rzadko ostatnio miewam mieszane odczucia względem książek. Tak jednak czuję się po przeczytaniu „Uwierz w siebie, Matyldo!”, drugiej części przygód nastoletniej Matyldy z Czarnego Stawu. Od razu też dziękuję za możliwość jej przeczytania i egzemplarz do recenzji wydawnictwu Skarpa Warszawska.
W tej książce Matylda jest już po operacji, dzięki czemu obie jej nogi są tej samej długości. Początkowo jest to ukazane naprawdę dobrze, bohaterka opowiada o swoich zmaganiach z tym, by nauczyć się chodzić „normalnie”, pokazane zostaje, że jeden zabieg nie naprawia wszystkiego magicznie, a potrzeba jeszcze dużo ćwiczeń i cierpliwości, by nastolatka nie miała problemów z chodzeniem. Niestety wątek ten w pewnym momencie znika w natłoku innych – w późniejszej części książki nie ma informacji o tym, czy Matylda nadal ma jakieś problemy, dopiero na sam koniec wspomniane zostaje, że dziewczyna już nie utyka.
W tym tomie autorka skupia się bardziej na zmianach związanych z nową szkołą, pierwszych miłościach i rozczarowaniach, poznawaniu przyjaciół. Jest to zdecydowanie zaleta książki, bo dostajemy świetnie opisane pierwsze zauroczenie, a także miłosny zawód, dokładnie tak, jak mogłaby przeżywać to nastolatka. Przyjaciółki głównej bohaterki, chociaż przechodzą w większości „okres buntu”, nie są też osobami jednoznacznie negatywnymi, mają zarówno wady, jak i sporo zalet. Przyjemnie został poprowadzony również wątek krewnej Matyldy, u której ta mieszka, czy powiększenie się rodziny. Przez jedną z drugoplanowych postaci zostaje pokazane również, do czego może doprowadzić nadmierna presja i zmuszanie dziecka do zadowalania ambicji rodziców.
Chociaż bohaterka trafia do nowej szkoły, niewiele się o niej dowiadujemy – Matylda skupia się głównie na konkursach. Dlatego, jeśli ktoś chce dowiedzieć się czegoś o funkcjonowaniu szkoły muzycznej, nie wyniesie z tej książki zbyt wielu informacji. Rozumiem jednak, dlaczego tak to wygląda – historię poznajemy oczami nastolatki, która niekoniecznie zainteresowana jest samą nauką, a bardziej skupia się na tym, co ważne dla niej. Pod tym względem jest to zresztą książka idealna dla dzieci dopiero wkraczających w nastoletnie lata i młodszej części nastolatków – pisana przyjemnym językiem, z krótkimi rozdziałami, przypominająca pamiętnik. Z drugiej strony sama Matylda ma tam 14-15 lat i tego w ogóle nie czuć. Brakowało mi nieco już pogłębienia tej historii, skupienia się nieco bardziej na niektórych wątkach.
To jednak, obok czego nie mogę przejść obojętnie, to opisanie depresji. Początkowo jest to ukazane naprawdę dobrze – widzimy, jak bohaterka coraz bardziej zmaga się ze wszystkim, nic jej nie cieszy, płacze z pozornie błahych powodów czy dostaje nagłego lęku i sama nie rozumie, co się z nią dzieje. To jest naprawdę świetne. I gdyby tak zostało, to w ogóle bym się nie czepiała. Niestety, o ile postawa rodziców i ciotki, a także jednej przyjaciółki są wzorowe, o tyle bardzo zirytowało mnie podejście jednej ważnej dla Matyldy osoby, która twierdzi, że ta dramatyzuje i się nad sobą użala, a potem znika. Oczywiście można uznać, że to tylko wytwór jej wyobraźni, ale czy czytające tę książkę dziecko będzie tak wnikało? Albo czy uzna, że ta postać chciała nieudolnie dodać bohaterce siły? Nie sądzę. Szczególnie że nikt dorosły nie mówi potem Matyldzie wprost, że nie była egoistką w złym znaczeniu, a ona sama po tym, jak objawy ustępują, tak twierdzi i nazywa się samolubną oraz twierdzi, że inni ludzie też przecież mają problemy. No naprawdę?
Takie przedstawienie depresji nie pomaga dzieciom, które na nią chorują. Bo, przypominam, depresja to choroba. I z jednej strony książka próbuje to pokazać, na początku nawet dobrze, tylko po to, by później czytelnik dostał coś takiego. Mamy tu bardzo mieszany sygnał, bo pojawia się zmartwienie rodziny i znajomych, diagnoza u lekarza, wspomnienie o tym, że dziewczyna jest w trakcie leczenia, a potem ona sama twierdzi, że była straszną egoistką, a w ogóle to siostra chłopaka, który jej się podoba, jest dziewczyną z niepełnosprawnością i jest bardzo radosna. I z jednej strony pokazanie, że niepełnosprawność to nie koniec świata, że da się nauczyć z nią żyć i cieszyć tym życiem, jest ważne. Ale pokazanie tej osoby w tamtym momencie dawało wydźwięk typu „no inni to dopiero mają problemy i potrafią być szczęśliwi, a ty masz dobre życie i twoja depresja nie ma racji bytu”. Bardzo mi się to nie spodobało.
Ogólnie książka została napisana ładnym językiem i czyta się ją bardzo szybko – z jednej strony jest to zaleta, z drugiej za to odnosiłam wrażenie, że wiele wątków zostało potraktowanych „po łebkach” i można byłoby je spokojnie rozszerzyć. Książka jest bardzo krótka, więc myślę, że wydłużenie jej trochę pod tym względem wyszłoby na plus. Na pewno dobrze, że pokazuje ona różnorodność osób i ich problemów, to, że każdy jest inny i istnieją różne sytuacje. Jest to szczególnie ważne teraz, gdy dzieci na co dzień spotykają się z bardzo różnorodnym światem. Powieść stanowi bardzo dobry punkt wyjścia do rozmowy z dzieckiem na różne tematy. Może też wesprzeć nastolatków, którzy wkraczają w nowy etap życia i odnajdą siebie w nieco zagubionej, mierzącej się z problemami i chcącej osiągnąć sukces bohaterce.
Warto jednak, by rodzic czy opiekun w trakcie lub po przeczytaniu przez dziecko historii porozmawiał z nim przynajmniej na temat depresji. Może autorka próbowała złapać zbyt wiele srok za ogon i dlatego zostało to tak spłycone, bo mamy również wiele innych tematów, a całość jest naprawdę krótka. Może uznano, że skoro rodzice i przyjaciele chcą pomóc Matyldzie i się o nią martwią, a do tego mamy wątek pójścia do specjalistki, to wystarczy. Jednak jest to temat na tyle delikatny, że końcówka wypada… cóż, w mojej opinii niezbyt dobrze i dlatego, chociaż do reszty naprawdę nie mam większych zastrzeżeń, tu poczułam się naprawdę zirytowana. Dlatego, chociaż nie będę odradzać tej książki – nawet wręcz przeciwnie – to mam nadzieję, że ktoś zwróci uwagę na to, by nie tworzyła ona szkodliwego obrazu tego, że ktoś nie powinien narzekać i czuć się źle, bo inni „mają gorzej”. Dodam jeszcze, że całość została wydana ładnie, z przyjemnymi ilustracjami, dość dużymi literami i bez większych błędów. Tylko raz zgubiła się gdzieś kropka, a fragment tekstu najeżdża na dość ciemne tło ilustracji i trochę trudniej to czytać, jednak poza tym wydanie jest naprawdę dobre.


Komentarze
Prześlij komentarz