Recenzja manhwy ,,Jej opowieść o Shim Chong" tom 1

TYTUŁ ORYGINAŁU: 그녀의 심청

AUTORZY: 비완, Seri 

WYDAWNICTWO: Waneko

LICZBA STRON: 340

ROK WYDANIA: 2025

GATUNEK: romans

 




„Jej opowieść o Shim Chong” to manhwa, której pierwszy tom miałam przyjemność przeczytać ostatnio dzięki przyjaciółce, która po prostu przyniosła mi ją, żebym przeczytała. Cóż, odmówić nie miałam zamiaru, bo już same ilustracje przekonały mnie, żeby sprawdzić, co kryje się w środku. No i nie ukrywam, byłam ciekawa pewnego wątku.


Był to tak naprawdę pierwszy raz, kiedy czytałam manhwę, ale ponieważ wcześniej miałam już do czynienia zarówno z japońskimi mangami, jak i komiksami różnego rodzaju, nie miałam najmniejszych problemów z czytaniem i wciągnięciem się w historię. Na samym początku też muszę od razu powiedzieć, że jest ona wydana po prostu przepięknie. Dość spora, z dobrej jakości papierem i przepięknymi, kolorowymi ilustracjami, bez najmniejszego uszkodzenia przetrwała noszenie w plecaku. Moim zdaniem jest bardzo dobre wydanie pod względem technicznym oraz wyglądu. Za ślicznie wykonane ilustracje odpowiada Biwan (i tu już skończył się mój obiektywizm, bo ktoś, kto kryje się pod rysunkiem przedstawiającym Obi-Wana automatycznie dostaje +10 punktów za dobry gust). Samo przeglądanie tej manhwy to przyjemność.


A co z treścią?


Fabuła poprowadzona naprawdę dobrze. Na samym początku poznajemy wstęp, dzięki któremu osoby, które nigdy nie słyszały o Shim Chong, zostają szybko i z wyczuciem zapoznane z ogólną treścią klasycznej opowieści. Podczas tego wstępu jedna z osób zadaje też kluczowe pytania, które nie tylko pojawiły się również w mojej głowie, ale i stanowią bardzo ładne przejście do głównej historii.


Główną bohaterką jest tytułowa Shim Chong, córka ślepego żebraka, która jako niemowlę straciła matkę. By zapewnić jakikolwiek byt zarówno sobie, jak i ojcu, dziewczyna sama prowadzi żywot żebraczki, a także dopuszcza się kradzieży. Jednak pewnego dnia, gdy staje nad rzeką i prosi siły wyższe o to, by zesłały na nią śmierć, słyszy, jak to samo życzenie wypowiada ktoś inny. Shim Chong widzi w wodzie kobietę i ratuje ją, a ta okazuje się przyszłą żoną kanclerza, wydaną za mąż wbrew własnej woli. Kiedy uratowana z rzeki kobieta zaprasza ją na swój ślub, ich losy się splatają. Jest to tak naprawdę sam początek historii, której nie chcę wam za bardzo spoilerować. Całość jest poprowadzona bardzo zgrabnie, a wydarzenia mają sens, nic nie dzieje się bez powodu. Pojawiają się też bardzo delikatne motywy paranormalne, które nie przytłaczają treści, a do tego bardzo dobrze wplatają się w całość i pobudzają ciekawość. Stanowią tak naprawdę, mimo swojej subtelności, jeden z ważniejszych wątków, który dodaje aury tajemnicy i podczas czytania rozbudził moją ciekawość.


To, co również mi się spodobało, to to, że żaden bohater nie pojawił się bez powodu. Mnich, okradzeni ludzie, handlarze… wszyscy oni mają swoją rolę w manhwie i wracają na przestrzeni kolejnych stron, są czymś więcej niż tylko zapychaczem, a ich decyzje mają wpływ na fabułę. Sama Shim Chong jest wykreowana świetnie. Jednym z problemów komiksowych historii bywa niekiedy to, że trudno na przestrzeni jednej części zarysować charakter postaci, korzystając tylko z rysunków i ograniczonej ilości słów. Jednak Seri i Biwan zdecydowanie się to udało. Shim Chong nie potrzebuje długich monologów, by jej zachowanie było dla czytelników zrozumiałe i autentyczne. To dziewczyna, której życie od początku nie rozpieszczało, nieufna, rozgoryczona i cyniczna, ale jednocześnie w pewien sposób niewinna, nierozumiejąca niektórych niuansów, bardzo kochająca i lojalna wobec ojca. I absolutnie kupiłam jej kreację, bo dlaczego miałaby taka nie być, skoro ludzie traktują ją z pogardą lub obojętnością, a ona musi kraść, żeby jej ojciec mógł cokolwiek zjeść? Jej zachowanie i charakter stanowią dla mnie jeden z najmocniejszych punktów historii.


Bardzo ciekawy kontrast stanowi w tym przypadku żona kanclerza, której motywy przez cały tom pozostają tak naprawdę niejasne. Z jednej strony jest bardzo delikatna, miła i otwarta, jednak fakt, że nie do końca rozumiem, skąd wzięło się jej zachowanie wobec Shim Chong, wywołuje dodatkowo sporo ciekawości. Mogłoby mi to trochę przeszkadzać, ale wierzę, że poznam nieco odpowiedzi w kolejnych częściach. Za to sama relacja głównych bohaterek jest poprowadzona ze smakiem, dość powoli, ale jednocześnie w sposób, który nie pozostawia wątpliwości, że mamy tu do czynienia z rodzącym się romansem.


Z postaci na pewną uwagę zasługuje również Bezwzględna Dot, kobieta, która łamie konwenanse i przez to jest traktowana przez ludzi z podejrzliwością. Jednocześnie jednak wielu uważa ją za zło konieczne z powodu jej umiejętności wróżenia. Od razu zapałałam do Dot sympatią, ponieważ z jednej strony jest ona opisywana jako nieodpowiednie towarzystwo dla kogokolwiek, awanturnica sięgająca po alkohol i gorsząca ludzi, ale jednocześnie to jedna z niewielu osób chociaż trochę dbających o Shim Chong i chcących ją nawet czegoś nauczyć. Jej postać pokazuje doskonale wady reszty społeczeństwa – kobieta niepasująca do sztywnych ram od razu dostaje łatkę złej, a jednocześnie to ona pochyla się nad potrzebującą, podczas gdy reszta społeczeństwa pozostaje zobojętniała.


Właśnie, obojętność. „Jej historia o Shim Chong” mocno porusza temat tego, jak niewidzialni stają się z czasem potrzebujący. Gdy bohaterka była małym, słodkim dzieckiem, a jej tragedia pozostawała świeża, wszyscy się nad nią litowali. Jednak z czasem los dziewczyny po prostu im zobojętniał, stał się czymś typowym i dla nich normalnym, a oni czuli się dobrze z tym, że kiedyś jej pomagali i uznali, że zrobili już swoje dobre uczynki. Jest to dość dosadne pokazanie funkcjonowania społeczeństwa, które często jest w pewien sposób po prostu przyzwyczajone do cierpienia innych i nie widzi potrzeby, by im pomagać. 


Warto też krótko pochylić się nad tłem historycznym, które zostało przedstawione jak dla mnie dobrze. Nie jestem znawczynią koreańskiej kultury, jednak to, co widziałam na stronach manhwy, zgadza się z tym, czego zdołałam się dowiedzieć. Historia nie została specjalnie unowocześniona, widzimy to chociażby w pewnych prawach i tradycjach, jak i podejściu buddyjskiego mnicha. Podobało mi się to o tyle, że zmuszało mnie podczas czytania do tego, by nie oceniać bohaterów do końca współczesnymi normami, a wciąż pod uwagę również to, w jakiej rzeczywistości przyszło im żyć.


Myślę, że „Jej historia o Shim Chong” to naprawdę dobra pozycja dla osób, które lubią wyraźne, chociaż budowane w przyjemnym tempie romanse, ale jednocześnie oczekują również rozbudowanej historii i ciekawych charakterów.

Komentarze

Popularne posty