Recenzja książki „Red, white & royal blue”

 „Nie można twierdzić, że całe życie kochało się Gwiezdne Wojny, nie wiedząc, że imperium to nic dobrego”.


Co, jeśli przez głupią niechęć z czasów dzieciństwa zniszczysz królewski tort i niemal doprowadzisz do konfliktu na tle międzynarodowym? Brzmi niemal niemożliwie, prawda? No, chyba że jesteś synem prezydentki Stanów Zjednoczonych, który przyjechał na ślub królewskiej pary w Wielkiej Brytanii i przy okazji absolutnie nienawidzisz młodszego brata pana młodego.


Właśnie to przytrafiło się Alexowi. By nie dopuścić do konfliktu, on i Henry, brytyjski książę, muszą przez jakiś czas udawać najlepszych przyjaciół. Wszystko komplikuje się nieco, gdy do głosu dochodzą uczucia, a w tle rozgrywa się kampania prezydencka przed kolejnymi wyborami w USA.


Po „Red, white & royal blue” sięgnęłam z czystej ciekawości, gdy zobaczyłam tę książkę na półce w bibliotece. Słyszałam o niej dużo mieszanych opinii, więc chciałam sama przekonać się, do którego obozu będę należeć po zakończeniu lektury. Trochę czasu zajęło mi zabranie się do czytania, ale gdy w końcu sięgnęłam po tę historię, po prostu przepadłam.






AUTOR: Casey McQuiston
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
LICZBA STRON: 476
ROK WYDANIA: 2020
GATUNEK: romans, komedia

„Co się stanie, gdy Pierwszy Syn Ameryki zakocha się w księciu Walii?
Podczas wesela na brytyjskim dworze królewskim wybucha kłótnia. W jej wyniku książę Henry i Alex - syn prezydentki USA - lądują w torcie weselnym, co wywołuje kryzys dyplomatyczny między państwami. Żeby go zażegnać, PR-owcy wymyślają ustawkę: Henry i Alex mają spędzić razem jeden dzień, pokazując się mediom jako najlepsi przyjaciele. Nikt się nie spodziewa, że fałszywa, instagramowa przyjaźń przerodzi się w uczucie, które młodzi mężczyźni będą zmuszeni ukrywać przed całym światem. Jak długo dadzą radę udawać?” 


„Red, white & royal blue” to świetna mieszanka romansu, młodzieżówki i komedii z polityką w tle – sprawdza się idealnie wtedy, gdy człowiek liczy na uroczą, bajkową nieco historię z wieloma zabawnymi momentami. Jeśli jednak poszukujecie czegoś bardziej głębokiego i poważnego, możecie się zawieść. 


Osobiście bawiłam się naprawdę dobrze i przeczytałam tę powieść w ekspresowym tempie. Doszło nawet do tego, że zarwałam dla niej sporą część nocy, chociaż kolejnego dnia miałam wyjazd i musiałam dość wcześnie wstać (co za idiota wymyślił, że jedyny sensowny autobus na dworzec będzie jechał o 6:30?), a rano wrzuciłam ją do torebki i czytałam dalej podczas oczekiwania na pociąg. Styl, w którym napisano książkę, jest lekki i przyjemny. Wiem, że niektórym przeszkadzał nieco sposób tłumaczenia angielskich frazeologizmów na polski, ale osobiście nawet tego nie zauważyłam. To, co bardzo mnie ucieszyło, to brak typowych dla większości romansów młodzieżowych wielkich nieporozumień i związanych z nimi dramatów. Tak naprawdę takich prawdziwych konfliktów było niewiele, więc jeśli ktoś poszukuje miłej, nieco cukierkowej książki, to idealna pozycja dla niego. 


Bardzo podobały mi się liczne odniesienia do historii oraz „Gwiezdnych Wojen” (tak, przyznaję, polubiłam tę książkę tylko z ich powodu… nie no, żartuję. Chyba). Niektóre sceny są niesamowicie urocze, a głównych bohaterów nie da się nie polubić. Ich zachowanie jest całkowicie zrozumiałe, nawet jeśli momentami irytowało. Jestem zdecydowaną fanką Henry’ego. Bardzo podobało mi się tło polityczne i przygotowania oraz prowadzenie kampanii prezydenckiej, nawet jeśli nie do końca odzwierciedlała ona faktyczny stan w USA, a została napisana tak, by pasować idealnie do fabuły. Polityka zajmowała dość dużą część fabuły, dlatego warto mieć to na uwadze przy czytaniu, bo niektórzy mogą poczuć się znudzeni.


Na początku myliły mi się nieco imiona bohaterów albo nie pamiętałam w ogóle, kto jest kim, bo postacie drugoplanowe często były zarysowane dość płasko, jednak nie przeszkadzało mi to zbytnio w lekturze. Podobał mi się sposób, w jaki na niektórych bohaterów wpłynęła strata bliskiej osoby, chociaż kilka aspektów fabuły zostało zarysowanych bardzo pobieżnie (prawdopodobnie dlatego, że książka napisana jest z perspektywy jedynie Alexa). 


Tym, co na początku odrobinę mi przeszkadzało, był fakt, że relacja bohaterów opierała się przede wszystkim na pożądaniu i bardzo często występowały sceny erotyczne, chociaż widać tu, jak powoli zmienia się ono w bardziej romantyczne uczucie. Może łatwiej by było, gdyby nie to, jak duża część książki, nie tylko w przypadku głównych postaci, się na tym opierała. Po chwili jednak zdołałam się przyzwyczaić, a same sceny opisane zostały ze smakiem, w przyjemny sposób. Pod koniec za to, gdy zaczęło temu wszystkiemu towarzyszyć sporo uczuć, czytało się naprawdę świetnie. Niesamowicie podobało mi się to, jak Alex dbał i martwił się o Henry'ego, a także był gotowy walczyć o ich szczęście. Absolutnie nie dało się tego nie pokochać.


Tym, co sprawiało, że „Red, white & royal blue” tak bardzo przypadło mi do gustu, poza kilkoma naprawdę uroczymi momentami i wątkiem politycznym, był humor, zarówno ten w rozmowach bohaterów, jak i sytuacyjny. Już pierwsze strony mogą wywołać śmiech, a sceny z indykiem chyba nigdy nie zapomnę. Tak samo wyznania uczuć. 


Co do fabuły, nie powinno się od niej oczekiwać nie wiadomo, czego. Jest prosta, nieco cukierkowa i momentami trochę nierealistyczna, mimo że bohaterowie długo są zmuszeni ukrywać swój związek. Czy to jednak coś złego? Niekoniecznie, o ile poszukujemy w tej książce przede wszystkim lekkiej rozrywki i mamy ochotę na słodką, dającą nadzieję lekturę. 


Cóż, czas chyba przejść do podsumowania. Czy „Red, white & royal blue” to książka, którą mogę polecić każdemu? Oczywiście nie, jestem w stanie zrozumieć też większość osób, którym ta pozycja nie przypadła do gustu. Sama nawet zgadzam się z niektórymi zarzutami. Mnie jednak absolutnie zauroczyła i na pewno jeszcze kiedyś do niej wrócę. Może nawet kupię własny egzemplarz? Zrobiłabym to tylko dla listów bohaterów, które, choć nie każdemu przypadną do gustu, mi samej bardzo się podobały. To historia o miłości, o którą trzeba walczyć, nie tylko tej romantycznej (scena w pałacu królewskim). Niektóre cytaty z tej historii robią się już doskonale znane i moim zdaniem absolutnie na to zasłużyły, bo są piękne. I chociaż sama na początku recenzji wrzuciłam tylko ten będący nawiązaniem do Gwiezdnych Wojen, to takich godnych uwagi jest znacznie więcej.


Czasem jest tak, że jakaś książka nie jest idealna, ale i tak z jakiegoś powodu ją pokochasz. Po prostu coś w niej jest, co trafi do ciebie idealnie. W moim przypadku jedną z takich historii jest „Red, white & royal blue”. Słodka i ciepła historia o miłości, która zwyciężyć może nawet największe trudności.


„Thinking about history makes me wonder how I’ll fit into it one day, I guess. And you too. I kinda wish people still wrote like that. History, huh? Bet we could make some.”

Komentarze

Popularne posty