Recenzja książki "Głosząca Kres" autorstwa J. Kristoffa
Zdarza wam się czasami przerwać
czytanie jakiejś serii? Z jakich powodów najczęściej? U mnie zwykle, gdy seria
mi się nie spodoba albo nie ma u nas w kraju wydanych kolejnych tomów. W tym
drugim wypadku co prawda zapisuję sobie na liście na kiedyś i nawet jeśli się
ukażą, to już do serii nie wracam, bo o niej zapominam.
Podobnie
miałam z „Wojną Lotosową”. Kilka lat temu przeczytałam dwa pierwsze tomy, ale
trzeciego nie było jeszcze w bibliotece. Mimo że seria mi się ogólnie bardzo
podobała, to całkiem na lata o niej zapomniałam i zapewne gdyby nie akcja
#listopadzKristoffem, to bym do niej nie wróciła.
No
dobrze, jak więc wypada „Głosząca Kres” autorstwa Jay’a Kristoffa i czy był to
udany powrót?
Opis od wydawcy:
Trzeci tom serii Wojna Lotosowa, opowieść o ostatniej bitwie, która rozstrzygnie losy Gildii.
Trylogia Wojna lotosowa to wzruszająca i tragiczna opowieść o przyjaźni, miłości, wierności i zdradzie. W tym świecie zaawansowana technologia przeplata się z japońską mitologią. Wyspy Shim a rządzone przez okrutnego szoguna, są na granicy przetrwania: toksyczny przemysł wyniszcza państwo, a władca dba wyłącznie o własne interesy. Tajemnicza, wszechmocna Gildia surowo każe każdego, kogo podejrzewa o Nieczystość.
Zacznę od tego, że bardzo podobał mi się styl pisania książki. Niektóre fragmenty to dosłownie był majstersztyk. Musiałam się zatrzymywać i czasami czytać jeszcze raz, tak mi się podobało ich napisanie. Gdyby nie to, że książkę wypożyczyłam z biblioteki, to jak praktycznie nigdy, znaczniki poszłyby w ruch.
Jak we wcześniejszych tomach skupialiśmy się przede wszystkim na kulturze Japonii w odwołaniach, tak w tym tomie doszły też nawiązania do Rosji i słowiańskości, które autorowi wyszły całkiem zgrabnie i były miłą odmianą w świecie.
No właśnie, świat. Z jednej strony nadal miał niesamowity klimat i wciągał, ale z drugiej przez średnie moim zdaniem wyjaśnienie wszystkiego siłą wyższą mocno w moich oczach stracił. Nijak nie spodobało mi się te nowe zagrożenie i przez to dość typowe łącznie wątków w końcówce.
Końcówka też moim zdaniem była niestety zbyt przeciągnięta. Od połowy książki praktycznie tylko skupimy się na bitwach i w pewnym momencie było to męczące. Tak samo sam epilog wypadł zbyt cukierkowo.
Bardzo doceniam, że autor na początku zamieścił spis postaci, a z tyłu słowniczek, bo dzięki temu dużo łatwiej było mi się odnaleźć w świecie książki po tak długiej nieobecności. Niestety myślę, że sama sobie zrobiłam nią krzywdę, bo nie czułam więzi emocjonalnej z bohaterami. Przez to nawet koło śmierci niektórych przechodziłam dość obojętnie. Gdybym więc czytała trylogię na raz, to myślę, że bawiłabym się dużo lepiej.
Podsumowując, "Głosząca Kres" to naprawdę dobre książka, chociaż nie idealne zwieńczenie trylogii, bo odrobinę przekombinowane. Niedostatki fabularne nadrabiał jednak u mnie styl autora i dość warta akcja. Żałuję tylko, że tyle zwlekałam z powrotem do tego świata, bo przez to dużo szczegółów mi umknęło i nie czułam więzi z postaciami.


Komentarze
Prześlij komentarz