Recenzja książki "Franek i Finka. Cyrk Martwych Makabresek" A. Jadowskiej

     Moja relacja z twórczością pani Jadowskiej jest dość specyficzna. Z jednej strony uwielbiam „Cud, miód, Malinę”, ale z drugiej serię o Dorze Wilk oceniam na razie bardzo słabo. Czas więc dziś dla odmiany sprawdzić, jak autorka poradziła sobie z książką dla dzieci, czyli przyjrzyjmy się „Franek i Finka. Cyrk Martwych Makabresek”.





    Opis od wydawcy:

    Zbliżają się wakacje, a Franek i Finka mają je spędzić w cyrku ekscentrycznego dziadka, który potrafi czarować i wygląda jak skrzyżowanie Świętego Mikołaja z Willym Wonką. Tata bliźniaków uważa, że cyrkowy świat magii nie jest właściwym miejscem dla dzieci. Przez zaklęcia Franek i Finka nie pamiętają wizyt dziadka ani prezentu urodzinowego w postaci smoka, ale… to już wkrótce się zmieni. Rodzeństwo odkrywa swoje niezwykłe zdolności i poznaje istoty, o których czytało tylko w książkach. Ale czy talent do magii pozwoli im uratować umierającą mamę?

    Aneta Jadowska zaprasza dzieci do krainy magii!

    Przejdź przez Bramę do cyrkowego świata i wyrusz na przygodę z Frankiem i Finką!


    Przygody Franka i Finki czytało mi się bardzo dobrze. Książka jest napisana lekkim, czasem humorystycznym stylem, więc mimo że już nie mam kilkunastu lat, miło spędziłam z nią czas i szybko przeczytałam całość. Przygody bliźniaków angażują, ale nie są zbyt wymagającą lekturą, więc idealnie sprawdziły się jako lektura po męczącym dniu.


    Franek i Finka mimo bycia bliźniętami są całkiem inni. Franek jest wycofany, tłumi w sobie emocje i ma talent plastyczny. Finka gdyby zechciała, to zdobyłaby świat szturmem. Odważna, otwarta i lekko buntownicza nie boi się żadnego wyzwania, a noce zarywa, czytając pod kołdrą. Miałam wrażenie, że to właśnie Finka miała większą rolę w książce niż jej brat, który stanowił co prawda istotny element fabuły, ale rzadziej dostawaliśmy jego perspektywę.

    Postacie poboczne miały zaledwie zarysowane charakterystyczne cechy, myślę jednak, że wystarczająco, żeby dzieci mogły je polubić.


    Książka porusza sporo ważnych wątków. Mamy tutaj bowiem chorobę mamy bliźniaków, rozwiązywanie wieloletnich sporów oraz pokazanie, że dzieci doskonale widzą, kiedy w domu dzieje się coś złego i wyczuwają niedopowiedzenia. Wszystko podane jest w sposób przystępny dla młodszych czytelników, więc na warstwę edukacyjną nie można narzekać.


    Fabuła dla starszych osób jest raczej przewidywalna, ale myślę, że młodsze osoby nie będą narzekać. Przeszkadza mi tylko nagłe przyspieszenie akcji pod koniec książki, jakby autorka zorientowała się, że jeszcze tyle wątków nierozwiązanych, a miejsca mało. Dodatkowo niestety wiele spraw pozostało niedomkniętych, książka nie ma wyraźnego zakończenia i zapewne pewne kwestie będą się pojawiać przez kolejne części.

    

    Dodatkowo można trochę przyczepić się do magii – działa tak, jak w tym momencie pasuje fabularnie, a i nie jest zbytnio wyjaśniona i bardzo dużo rzeczy trzeba się domyślać. Jest to zapewne wynik sporej ilości uproszczeń.


    Na uwagę zasługują też ilustracje pani Magdaleny Babińskiej, które są minimalistyczne, ale w ciekawej kolorystyce czarno-granatowej oraz na pewno będą super dodatkiem dla młodszych czytelników.


    Całościowo książkę oceniam bardzo dobrze, mimo że zdecydowanie nie jestem grupą docelową, to dobrze się bawiłam podczas czytania. Książce dużo bliżej w moim rankingu do pozycji o Malinie a nie Dorze.

Komentarze

Popularne posty