Recenzja książki "Bogowie muszą być szaleni" A. Jadowskiej



    „Bogowie muszą być szaleni” A. Jadowskiej to drugi tom heksalogii o Dorze Wilk. Z pierwszym nie do końca się polubiłam, a jak wypada na jego tle drugi? Jest odrobinę lepiej.
 

    Opis od wydawcy:
Szach i mat, a wszyscy umrzemy

    Współpracuj albo zginą wszyscy, na których ci zależy...
Gdy upiorna bogini nawiedza ją w snach i wciąga w koszmarną rozgrywkę, Dora Wilk już rozumie, co oznacza gra o wszystko. Próbując pogodzić wilki, wampiry i magicznych, by nie dopuścić do apokalipsy, odkrywa, jak bardzo skopane jest jej drzewo genealogiczne i jej własna przeszłość. Wiedźma nie ma chwili wytchnienia.

    A to zaledwie wierzchołek góry lodowej. 

    Czy tym razem Dora, Miron i Joshua pójdą na dno?

    Tak jak w przypadku pierwszego tomu, mamy tu podział na dwa główne wątki. Pierwszy dotyczy Dory i jej relacji z aniołem i demonem oraz powiązanych z nimi spraw, a drugi opiera się na rozgrywce między bogami. Struktura jest taka jak poprzednio. Zaczynamy od pierwszego wątku, który ustępuje miejsca drugiemu i powraca dopiero po jego zamknięciu. Nie powiedziałabym, że to mój ulubiony sposób prowadzenia akcji, ale chyba będę w stanie do tego przywyknąć.
    Tym razem lepiej wypadł drugi wątek, choć miałam nadzieję na trochę więcej zagadek do samodzielnego rozwiązania, a nie podania go na tacy, ale widać i też taki urok autorki. Pierwszy opiera się nadal na nadmiernym seksualizowaniu bohaterów, choć jest to odrobinę mniej rażące niż w pierwszym tomie.

    Skoro o bohaterach to wypada powiedzieć tu trochę więcej o Dorze, która przeżywa przemianę, ale niekoniecznie w dobrym kierunku. Będą tu zawarte drobne spojlery, ale bez nich nie umiem tego omówić tak, żebyście zrozumieli sytuację. Otóż Dora zostaje w pewnej części wilkiem, wampirem, aniołem i demonem. Jakby komuś było mało, to przypominam, że jest nieśmiertelną wiedźmą dwóch sprzecznych linii magicznych. Aż się boję, co dostaniemy w kolejnych tomach, bo autorce kończą się supermoce. Jak to Sigma podsumowała: „Kiedy martwisz się, że twój bohater jest za bardzo op, pamiętaj, kto puka od spodu
    Wcześniej myślałam, że może jeszcze uda mi się polubić z Dorą. W końcu irytujące bohaterki często przechodzą dobry rozwój i stają się bardziej ludzkie i sympatyczne, ale teraz już pozbyłam się złudzeń, że to tu może nastąpić. Mamy po prostu do czynienia ze sztandarowym przykładem Mary Sue.

    Drugoplanowi bohaterowie wypadają dużo lepiej. Do gustu przypadli mi szczególnie Lucyfer i Gabriel, ale pojawia się też na sekundę Witkacy oraz w końcu swoją scenę dostaje Katia. Da się poczuć, że faktycznie lubi się z Dorą, szkoda tylko, że tak późno nam to pokazano. Miron i Joshua nadal są sobą. I nawet nic bym bardzo do nich nie miała, gdyby w większości ich relacja z Dorą nie opierała się na tym, że mimowolnie chcą ją zaciągnąć do łóżka. Na plus wybijają się też wampiry Roman i Eleonora.

    Warto też wspomnieć, że tak jak poprzedni tom, ten też zawiera cudowne ilustracje Magdaleny Babińskiej. Zdecydowanie przykuwają uwagę.

    Całościowo książkę oceniam na coś koło 6/10. Jest odrobinę lepiej, ale nadal szczególnie postać Dory pozostawia wiele do życzenia. 

Komentarze

Popularne posty