Recenzja zbioru opowiadań "Cud, miód, Malina. Kroniki rodziny Koźlaków" A. Jadowskiej

    Sięgając po Cud, miód, Malina. Kroniki rodziny Koźlaków” A. Jadowskiej nie wiedziałam do końca, czego się spodziewać. Było to moje pierwsze zetknięcie z autorką, choć @malimalibooks tak zachwalała, że rozpędem pożyczyła mi ponad dziesięć pozycji pani Jadowskiej, ale nasze gusty już kilkanaście lat temu zaczęły się rozchodzić w dwie osobne drogi z kilkoma skrzyżowaniami. Nie często czytam też antologie lub zbiory opowiadań, a z tym drugim mamy właśnie do czynienia w „Cud, miód, Malinie.


    Jak więc wrażenia? Cóż, książka urzekła mnie od pierwszych stron. Lekki, humorystyczny styl autorki był właśnie tym, czego potrzebowałam po ciężkich dniach powrotu na uczelnię. Zabawna lektura bez wielkich tragedii (no, chyba że jesteście Maliną, której świat się wali co pięć minut) idealnie spełniła swoje zadanie.

    Nie sposób opisać tutaj wszystkich opowiadań, więc powiem tylko dwa słowa o trzech moich ulubieńcach i opowiadaniu, które odrobinę mnie rozczarowało.

    „Trup z jasnego nieba”, czyli jak miejska uroczystość może bardzo szybko skończyć się katastrofą i ciągnięciem trupa przez pola. Moim faworytem postaci był tutaj Grześ, jak ja mu biednemu współczuję!

    Na drugim miejscu uplasowało się „Cyrograf trójstronny. Cudowne opowiadanie o niezwykłym dziecku, tym razem nie Koźlaczce, i wystygnięciu jej rodziców na dudka. Dodatkowo okazuje się, że magia Maliny może mieć też zastosowania bojowe, co jest dość niezwykłą koncepcją.

    Trzecie miejsce przypadło „Idiocie skończonemu”, czyli historii niefortunnego przemienienia w kozę. Biedna Malina stara się odkryć działanie swojej magii, a zdecydowanie presja czasu i publiczna kompromitacja nieszczególnie w tym pomagają.

    Najgorzej oceniam opowiadanie „Stawka większa niż życie wieczne. Dlaczego? Dostajemy tutaj cudowny wstęp do historii, kawałek rozwinięcia i kiedy już zbliżamy się do punktu kulminacyjnego nagle bah! Przeskok czasu! Po nim tylko krótkie streszczenie w może dwóch akapitach tego, co się wydarzyło i interesowało mnie najbardziej i przechodzimy płynnie do zakończenia. Co by nie mówić, trochę mnie rozczarowało, choć nadal nie oceniam go jakoś bardzo źle. Po prostu liczyłam na więcej.

    Całościowo pozycję oceniam bardzo dobrze i już mam mocnego kandydata do top 10 roku, a mamy dopiero styczeń.
    Liczę, że kiedyś jeszcze będzie mi dane zetknąć się z szalonym rodem Koźlaczek, a szczególnie czekam na więcej informacji o Malwinie, której imię jest wspomniane w drzewie genealogicznym i pojawia się jako niemowlę w jednym z opowiadań. Dlaczego akurat na to? Cóż, mam swoje tajne powody.

Komentarze

Popularne posty